Work & Travel– Jak wyjechać do USA i dlaczego warto?

Cześć kochani,

Powoli żegnamy piękną polską jesień i wkraczamy w zimową porę i grudzień, a wraz z nim zaspy śniegu przed domem, ciepłe grube zimowe swetry, wieczory z gorącą herbatą spędzone pod kocem i chyba najbardziej przez nas wyczekiwane święta Bożego Narodzenia i towarzysząca im wyjątkowa magiczna i przede wszystkim rodzinna atmosfera.

Jako, że ja jeszcze nie czuję świątecznego klimatu (chociaż właściwie rzadko kiedy daje się ponieść świątecznemu szaleństwu w stu procentach) postanowiłam w końcu zebrać się i przygotować dla Was post odnośnie mojego wyjazdu do USA. Wróciłam do Polski prawie 2 miesiące temu, więc trochę czasu mi zajęło przygotowanie się do napisania tego postu. Chyba musiałam do tego „dojrzeć” zarówno mentalnie jak i merytorycznie. Zależy mi na tym, żeby osoby, które rozważają wyjazd do USA skorzystały z mojego doświadczenia i wyniosły jak najwięcej przydatnych porad i wskazówek na przyszłość. Sama przed swoim wyjazdem szukałam różnych informacji w internecie odnośnie wyjazdu do USA. Wiadomo, że jeśli doświadczamy czegoś pierwszy raz, towarzyszy nam pewnego rodzaju lęk i obawa przed tym co nowe i nieznane. Miałam dokładnie tak samo. Zawsze marzył mi się wyjazd do USA, aczkolwiek nie spodziewałam się, że uda mi się wyjechać tak wcześnie. Przypuszczałam, że może dopiero po studiach, za parę lat będę myślała o takim wyjeździe i wcielę ten plan w życie. Na szczęście życie jest nieprzewidywalne i udało mi się zrealizować mój niecny plan nieco wcześniej. Mniej więcej w styczniu tego roku postanowiłam: „JADĘ. Przecież nie mam nic do stracenia, a to z pewnością będzie świetna przygoda i ważne doświadczenie w moim życiu.“ Czy rzeczywiście tak było?

Omówię najważniejsze kwestie dotyczące wyjazdu do USA, skupię się na programie Work&travel, podzielę się jak to było u mnie, dam parę wskazówek i uchylę Wam rąbka tajemnicy jakie są moje ogólne wrażenia i odczucia po takim wyjeździe.

WORK&TRAVEL PROGRAM– jak zacząć? Jakie kryteria trzeba spełnić, żeby wyjechać? Czego potrzebuję?

Pierwsze kroki.

Przede wszystkim musimy chcieć! Jeżeli wyjazd do USA jest Waszym marzeniem, nic nie stoi na przeszkodzie żeby urzeczywistnić to marzenie. Najbardziej przekonywującym wyjściem dla młodych osób jest program Work&travel, z którego ja skorzystałam. Uważam, że jest to najlepsza opcja wyjazdu, gdyż tak naprawdę od początku do końca jesteście pod skrzydłami organizatora wyjazdu, który zapewnia Wam opiekę i pomaga wszystko ogarnąć, formalności związane z wyjazdem, jak i wszystkie sprawy bardziej indywidualne dotyczące m.in. rodzaju pracy, którą chcecie podjąć, miejsca gdzie chcecie wyjechać lub wskazówek dotyczących podróżowania. Mój wybór padł na agencję CCUSA, gdyż biuro mają w Gdańsku, a jako, że tu studiuję było mi po prostu najwygodniej mieć to wszystko „na miejscu“ w realu.

Okej, wiecie już, że chcecie wyjechać, jednak musicie pamiętać, że najważniejszym kryterium w przypadku takiego programu jest posiadanie statusu studenta. Nie ma znaczenia jaka to jest uczelnia i czy to są studia dzienne czy zaoczne. Możecie nawet podjąć studia tylko po to, by wyjechać do Stanów, wiem, że sporo osób tak robi i jest to oczywiście jakieś wyjście, np. dla osób, które już skończyły jakiś czas temu swoje studia. Jeśli myślicie o takim wyjeździe, warto podjąć taką decyzję nieco wcześniej i zacząć się przygotowywać i wszystko sobie zaplanować. Musicie przede wszystkim załatwić sprawy związane z uczelnią, a dokładniej przyśpieszyć sobie sesję, żeby zaliczyć wszystkie przedmioty i egzaminy we wcześniejszym terminie. Większość uczelni i wykładowców nie robi z tego tytułu jakiś większych problemów i wszyscy są raczej przychylni i idą na rękę studentowi. Oczywiście są wyjątki od reguły, jak zawsze. Wszystko zależy od Waszej uczelni. Warto, więc już wcześniej udać się do Dziekana, wypełnić odpowiednie podanie i ustalić terminy wcześniejszego zaliczenia egzaminów. U mnie to poszło dość sprawnie, zaliczyłam wszystkie przedmioty bez problemu na przełomie kwietnia/maja, więc miałam wcześniejsze wakacje i mogłam ruszać podbijać Stany. Swoją drogą, super sprawa takie przyśpieszenie sesji! 😉 Oprócz tego potrzebne będzie Wam m.in. Zaświadczenie z uczelni, że studiujecie, wykaz ocen z poprzednich lat itp., typowe formalności, ale nie ma co sobie zaprzątać tym głowy na początku. Wszystko robimy etapami i na wszystko jest odpowiednia ilość czasu, możecie być spokojni.

WIZA – jak ją dostać i jakie są koszty?

Jak wiecie, żeby wyjechać do USA każdy obywatel naszego kraju potrzebuje wizę, no chyba, że macie podwójne obywatelstwo. Tutaj również z pomocą przychodzi nam nasza wybrana agencja, bo niestety procedura wizowa to nie taka prosta sprawa. Oczywiście można wszystko załatwiać na własną rękę, ale ja uważam, że jeśli mamy możliwość, lepiej skorzystać z czyjejś pomocy.

Jeśli chodzi o koszt wizy jest to około 600 zł. Rozmowa wizowa z konsulem odbywa się w dwóch miastach w Polsce, do wyboru macie Warszawę lub Kraków. Rozmowa jest w języku angielskim i najważniejsze na takiej rozmowie to po prostu mówić prawdę i przede wszystkim niczym się nie stresować! Ja na początku trochę obawiałam się, że mogę mieć problem z otrzymaniem wizy, ze względu na odmowę pare lat wstecz. Jeśli jednak minęło więcej niż 10 lat nie ma się czym martwić. W większości przypadków studenci, którzy wyjeżdżają na ten program, otrzymują wizę bez problemu. Wizę otrzymujecie na czas trwania Waszej pracy i macie dodatkowo 1 miesiąc na zwiedzanie. Oczywiście nie jest powiedziane, że musicie zwiedzać dokładnie przez ten miesiąc. Możecie zacząć zwiedzać już wcześniej, wrócić do Polski wcześniej niż po miesiącu, bądź w ogóle nie zwiedzać i po kontrakcie w pracy wrócić od razu do Polski, co w moim mniemaniu jest zdecydowanie najgorszym pomysłem. Stany trzeba zwiedzić, bez wątpienia!

KASA- ILE POTRZEBUJĘ PIENIĘDZY, ŻEBY WYJECHAĆ?

No dobra, klamka zapadła, chcę wyjechać do Stanów, mój „american dream“ przede mną, wybrałem już nawet agencję, zorientowałem się gdzie bym chciał podjąć pracę, ale jestem studentem i zwyczajnie w świecie nie mam kasy na taki wyjazd!

Nie będę ukrywać, że to była jedna z moich pierwszych myśli, kiedy rozważałam wyjazd do Stanów. Jak się okazuje, nie takie drogie te Stany, jak je malują. Oczywiście nie ma nic za darmo i musicie odłożyć trochę pieniędzy, ale uważam, że taki wyjazd do Stanów jest warty każdej złotówki i jest to niezła inwestycja. Właśnie, dobrze jest traktować to jako inwestycję w naszą przyszłość, nasz rozwój i poszerzanie horyzontów. Kiedy jak nie teraz, gdy jesteśmy młodzi, a czasy mamy takie jakie mamy i możliwości naprawdę są przeogromne.

Przejdźmy do konkretów…

Ile potrzebujemy pieniędzy, by wyjechać?

To wszystko zależy do tego, na jaki program się zdecydujesz. Najtańszą opcją jest tzw. Camp, jest to praca na obozach z dziećmi, koszt takiego programu zaczyna się od około 1500 zł, więc jest to naprawdę mało. Ja wybrałam inną opcję, więc nie znam szczegółów dotyczących Campów, mnóstwo szczegółowych informacji z pewnością znajdziecie na internecie i w Waszych agencjach.

Kolejna opcja to Work Experience Program, w którym wzięłam udział. Wachlarz możliwości dotyczących wyboru pracy jest tutaj bardzo duży. Najczęściej pracuje się w resortach, hotelach, parkach rozrywki itd. Do wyboru do koloru, tutaj lista pracodawców również zależy od agencji. Koszt jest większy, bo na start około 2600 zł. Do tego oczywiście dochodzi koszt wyżej wspomnianej wizy, koszty ubezpieczenia, które jest obowiązkowe, bilet lotniczy no i ewentualne kieszonkowe, które oczywiście warto mieć, szczególnie na początku wyprawy.

W moim przypadku po podliczeniu (oczywiście jest to kwota plus minus, bo niestety nie notowałam wszystkich opłat co do grosza) wyjazd do USA to koszt: 3300zł (opłata za wyjazd, opieka agencji, ubezpieczenie na okres całego wyjazdu itd.)+ 600 zł (wiza) + 2788zł (bilet lotniczy) + kieszonkowe około 300 dolarów = ok. 8000zł.

LOT I BILET LOTNICZY- JAKIE LINIE LOTNICZE WYBRAĆ, JAK SIĘ PRZYGOTOWAĆ DO LOTU, JAK SIĘ SPAKOWAĆ?

Jeśli chodzi o bilet lotniczy w moim przypadku był stosunkowo drogi, bo wiem, że można spokojnie kupić za 1500zł, w dwie strony oczywiście. Ja zdecydowałam się na lot bezpośredni LOTem i kupowałam bilet 2 tygodnie przed wylotem, stąd ta dość wysoka cena. Niektórzy moi znajomi kupili bilety za 1500 zł z jedną przesiadką zagranicznymi liniami lotniczymi, i wszystko poszło bez problemowo, a komfort lotu był z pewnością na zbliżonym poziomie. Oczywiście, że lepiej się leci 8 godzin bezpośrednio, aczkolwiek jeśli chcemy trochę przyoszczędzić, nie ma co się obawiać, da się i tak, a loty z przesiadkami to nic strasznego i nie jest tak źle, jak wiele osób myśli.

Wiele osób zastanawia się, kiedy najlepiej kupić bilet. Moim zdaniem najlepiej zaraz po rozmowie wizowej, gdyż zawsze istnieje minimalne ryzyko, że nie otrzymamy wizy, a wtedy pieniądze lub ich część za bilet przepadają. Oczywiście jest to indywidualna kwestia, bo wiem, że niektórzy kupują bilety z dużym wyprzedzeniem, jeszcze przed rozmową z Konsulem.

Jeśli chodzi o pakowanie do Stanów, sprawa wbrew pozorom również jest całkiem prosta. Wiele moich znajomych śmiało się, że w życiu nie dam rady spakować się w jedną walizkę. Tutaj oczywiście należy zwrócić uwagę na to, że każde linie lotnicze mają własne przepisy i wymagania co do ilości bagażu. Czasami dozwolony jest jeden bagaż rejestrowany, czasem więcej. W przypadku polskich linii lotniczych limit bagażu to jedna walizka do 23kg + oczywiście bagaż podręczny. Ja miałam jedną dużą walizkę, małą walizkę do 8kg i do tego damską torebkę, aparat i laptopa. Swoją drogą śmiesznie wyglądałam na lotnisku, cała obładowana torbami.

Wyjazd do Stanów uświadomił mi, że człowiek naprawdę niewiele potrzebuje do życia. Większość rzeczy, którymi się otaczamy są nam w codziennym życiu zupełnie zbędne, serio! Jeśli chodzi o ubrania, naprawdę nie ma co przesadzać i nie ma sensu brać tysiąca „outfitów“. Po pierwsze – większość czasu spędzicie w pracy, po drugie w Stanach zrobicie z pewnością spore zakupy, ubrania tam są sporo tańsze i znane marki bardziej dostępne. Po trzecie, jak to twierdzi mój tata, przecież zawsze jak czegoś zabraknie, można to kupić na miejscu, w końcu mamy 21 wiek. Polecam jechać z prawie pustą walizką, naprawdę!

Sam lot, choć na początku wydawało mi się, że 8h to bardzo długi okres czasu, w praktyce okazało się zupełnie inaczej. Zdażyłam obejrzeć dwa całkiem niezłe filmy (oczywiście dramaty), trochę pospać, posłuchać podcastu, zjeść obiad i już po chwili lądowaliśmy w Nowym Jorku. Byłam w szoku, że tak szybko zleciało.

PRACA W USA – JAKĄ PRACĘ WYBRAĆ? ILE ZAROBIĘ? MOJE ODCZUCIA PO PRACY W USA.

Ok, 31 maja wylądowaliśmy w pochmurnym Nowym Jorku, do daty rozpoczęcia kontraktu pozostało pare dni, pora się zaaklimatyzować, uporać z jetlagiem i spędzić czas z moją rodziną.

Po świetnych 4 dniach spędzonych na Long Island, nadeszła pora by zderzyć się z amerykańska rzeczywistością i ruszyć do pracy.

Jeśli chodzi o wybór pracodawcy, wszystko zależy od Was. Oprócz pracodawców, których proponują Wam Wasze agencje, możecie również zdecydować się na tzw. Opcję self, gdzie szukacie pracy w Stanach na własną rękę. Ja jako, że pierwszy raz leciałam do Stanów, wolałam nie ryzykować i zdać się na gotowe propozycje agencji. Wybór padł na Dorney Park, czyli park rozrywki, w Stanach cieszą się one ogromną popularnością. Perspektywa pracy w tak wielkim parku rozrywki wydawała się świetną opcją, w szczególności, że lubiłam tego typu miejsca.

Spośród kilku departamentów do wyboru zdecydowałam się na pracę w Foodzie – niestety. Dlaczego niestety? Przyznam szczerze, że przed wyjazdem do Stanów myślałam sobie, że będzie to lekka, przyjemna praca, że może będę kelnerką, albo przynajmniej będę miała okazje zgarnąć jakieś tipy. Po przyjeździe do Stanów, trochę się zdziwiłam i nie do końca byłam zadowolona z mojej decyzji. Nigdy nie pracowałam w gastronomii, więc tak naprawdę byłam zupełnym „świeżakiem“ i nie miałam pojęcia z czym to się je. Po 3 miesiącach pracy w Stanach powiedziałam sobie: „O nie. Nigdy więcej nie będę pracować w gastronomii.“ Oczywiście jest to tylko i wyłącznie moje subiektywne odczucie, więc nie sugerujcie się tym w wyborze Waszego pracodawcy. Może miałam za wysokie oczekiwania, może źle trafiłam, może byłam za wybredna i za mało w życiu przeszłam. Aczkolwiek koniec końców po powrocie uznałam, że to, że było mi ciężko i nie mogłam się przystosować, tak naprawdę bardzo dużo mi dało i w pewnym sensie mnie umocniło. Pomyślałam sobie, że skoro dałam radę pracować ciężko w gastronomii w Stanach, poradzę sobie wszędzie. Z takiego założenia teraz wychodzę. Zmierzenie się z tego typu pracą to nie lada wyzwanie dla młodej osoby, szczególnie jeśli jest to Wasza pierwsza tego typu praca i jesteście w obcym kraju, z daleka od Waszej rodziny i bliskich.

Praca była zmianowa, najczęściej zaczynaliśmy około godziny 9:00, ale jako, że każdy chciał zarobić jak najwięcej, w miarę możliwości braliśmy nadgodziny, ile tylko się dało. Pamiętam dni, kiedy często pracowałam od 9:00 do 23:00, a czasami trzeba było zostawać nawet do 1:00 w nocy. Myślę, że każdy potrafi sobie wyobrazić, że po tylu godzinach pracy, poziom zmęczenia jest na ekstremalnie wysokim poziomie. Oczywiście, jesteśmy młodzi, mamy siłę, a poza tym przecież nie ma co narzekać, trzeba ciężko pracować, żeby zarabiać pieniądze. Takie jest życie.

A co tak właściwie robiłam w pracy? Nie, nie byłam kelnerką, tak jak bym chciała. Pracowałam jako pomoc kuchenna, a na domiar złego, trafiłam na miejsce, które cieszyło się największą popularnością w naszym parku ze względu na wspaniałe, ogromne wysokokaloryczne ociekające tłuszczem Funnel Cakes i smażone Oreo, które serwowaliśmy odwiedzającym. Po pierwszych kilku dniach byłam przerażona, w lokalu było niesamowicie gorąco, klimatyzacja niby była, ale tak naprawdę nic to nie dało, tłumy ludzi, gorący olej i nieustanne smażenie… Bolące plecy, ręce, nogi, właściwie każda część ciała, a do tego cieknący po czole pot – teraz już wiem, że to chyba nic szczególnego dla pracowników gastronomii. Niestety nigdy wcześniej tego nie doświadczyłam. Nie powiem, że było lekko, bo nie było, tym bardziej, że zasady w pracy były dość restrykcyjnie przestrzegane. Nie za bardzo można było np. Sobie usiąść, żeby choć przez chwilę odpocząć, bo zawsze znalazło się coś do roboty, o korzystaniu z telefonów nie było mowy. Kolejny minus dla mnie to wiek moich współpracowników. Niestety trafiłam na miejsce, gdzie pracowałam z osobami w wieku 14-18 lat (no chyba, że akurat trafiłam na zmianę z osobami z programu z innych krajów, wtedy byłam najszczęśliwszą osobą na ziemi). W Stanach jest inaczej niż u nas i nastolatkowie zaczynają sobie dorabiać nieco wcześniej niż u nas. To dość specyficzne, gdy Twoim „przełożonym“ jest osoba 3 lata od Ciebie młodsza i wydaje Ci „rozkazy“, albo nazwijmy je – polecenia służbowe. 😉 Kolejna sprawa – nie ma się co oszukiwać, ale jeżeli jedziemy do Stanów, nie zarobimy kokosów, bo zwyczajnie w świecie jesteśmy tam traktowani trochę jak tania siła robocza. Zarobki to około 7-9 dolarów na rękę. Oczywiście, jeśli przeliczmy sobie stawkę amerykańską na polskie złotówki, sytuacja wygląda pięknie i kolorowo, ale należy pamiętać, że wydajemy tam w dolarach i utrzymujemy się w dolarach. Jednak w programie Work&travel nie chodzi o zarobienie kokosów, nie taka jest tego idea. Jeśli chcecie zarobić worki pieniędzy i nastawiacie się tylko i wyłącznie na zarobek w obcej walucie to zdecydowanie polecam wyjechać na parę miesięcy do krajów Skandynawskich, albo np. Do Niemiec lub Holandii.

TRAVEL – CO ZWIEDZAĆ I JAK PODRÓŻOWAĆ, ŻEBY MAŁO WYDAĆ, A ZOBACZYĆ JAK NAJWIĘCEJ?

Po 3 miesiącach pracy w końcu upragniony dla nas moment, czyli ZWIEDZANIE. Nareszcie! Poziom ekscytacji przed taką podróżą – nie do opisania.

Zacznę od tego z kim podróżowałam i kiedy zaczęliśmy planować nasz wymarzony road trip. Nie wspominałam Wam, że do Stanów wyjechałam z moją koleżanką Karoliną, siostrą Igą i jej koleżanką Michaliną. Wszystkie pochodzimy z jednej miejscowości i znałyśmy się bardzo długo, więc z pewnością miałyśmy szczęście, że udało nam się wspólnie zgadać i razem wyjechać w tym samym czasie. Nie ukrywam, że to dużo ułatwiło, gdyż cały czas miałam to poczucie, że w razie czego nie będę z tym wszystkim sama, a jak wiadomo „razem zawsze raźniej“. Jeśli jednak planujecie wyjechać sami, spokojnie, poznacie mnóstwo osób na miejscu i na pewno sobie ze wszystkim poradzicie.

Wyjeżdżając do Stanów, wiedziałyśmy, że będziemy podróżować razem, ale nie miałyśmy żadnych konkretnych planów. W trakcie naszej pracy w Dorney Parku, poznałyśmy kilka osób z Polski – Magdę, Marcina, Magdę i Pawła.

Zrodził się w naszych głowach pomysł, że właściwie to moglibyśmy podróżować razem, w 8 osób. Teraz trzeba było zrobić burzę mózgów i zacząć powoli wszystko planować i organizować. W praktyce nie jest to taka prosta sprawa, a im więcej osób tym niestety trudniej, bo każdy jest inny i ma inne wymagania i pomysły, normalna sprawa. Zaczęliśmy od ustalenia planu podróży, czyli wyznaczenia tzw. miejsc must-see, ogarnięcia wypożyczalni samochodów, zakupu lotów i zabookowania noclegów.

Lot do LA

Jako, że planowaliśmy zwiedzić przede wszystkim Zachód Stanów, a pracowaliśmy w Pensylwani, musieliśmy jakoś dostać się do Los Angeles. Najlepszą i jednocześnie najtańszą opcją jest lot tanimi liniami lotniczymi. My lecieliśmy popularnym Southwestem i zdecydowanie Wam polecam taką opcję. Można dorwać bilety z NY do LA w naprawdę przystępnych cenach, nawet za 70$. My zapłaciliśmy trochę więcej, około 210 dolarów w dwie strony i z jedną przesiadką.

Wypożyczenie samochodu w USA – ROAD TRIP

Moim zdaniem, road trip i wypożyczenie samochodu na własną rękę to najlepsza opcja zwiedzania Stanów, szczególnie jeśli jesteście większą ekipą i oczywiście posiadacie prawo jazdy. Jeśli nie macie, szukajcie ekipy, w której będzie przynajmniej dwóch chętnych kierowców.

Gdzie najlepiej wypożyczyć samochód i za ile?

Wypożyczalni samochodów jest masa, do wyboru do koloru. My zdecydowaliśmy się na sieć wypożyczalni SIXT. Pamiętajcie, że każda wypożyczalnia w Stanach ma swoje regulacje i przepisy, więc jeśli jesteście poniżej 25 roku życia, warto dowiedzieć się, czy dana wypożyczalnia pobiera dodatkowe opłaty za tzw. kierowców „under age“ oraz czy istnieje możliwość wypożyczenia większego samochodu typu Van. Oferta SIXTa najbardziej nam podpasowała, gdyż wszyscy mieliśmy mniej niż 25 lat, więc cenowo wychodziło dla nas u nich najkorzystniej. Oprócz tego, bez problemu wypożyczali samochód ośmioosobowy dla osób w naszym wieku. Wiem, że niektóre wypożyczalnie mają z tym problem i nie mogą wypożyczać większych samochodów młodym osobom. Nasz samochód, którym podróżowaliśmy to Chrysleer Pacifica, a właściwie dwa te same samochody, jeden biały, drugi czarny (black&white team). Dlaczego nie podróżowaliśmy jednym samochodem, albo nie zdecydowaliśmy się na mniejszy, a co za tym idzie tańszy model? Musicie pamiętać o tym, że po pierwsze macie ze sobą sporo bagaży, a po drugie spędzicie w tym samochodzie miesiąc czasu, a nie muszę Wam chyba udowadniać, że komfort jazdy w ośmioosobowym vanie jest zupełnie inny, niż ściskanie się w kompaktowym sedanie z małym bagażnikiem. 😉 W dodatku podczas takiej podróży czasem śpi się w samochodzie, więc warto również pomyśleć o wygodzie i przestrzeni.

Koszt wypożyczenia jednego samochodu ośmioosobowego w LA na 3- 4 tygodnie – około 1000 dolarów + paliwo. Tutaj nie ma co się obawiać, paliwo jest sporo tańsze niż w Polsce.

NOCLEG – GDZIE SZUKAĆ ZAKWATEROWANIA?

Na samym początku planowania naszej podróży, założyliśmy sobie, ile mniej więcej wynosi nasz budżet na podróże. Za nocleg liczyliśmy max 25 dolarów za osobę za noc, ale da się wydać mniej.

Pewnie nikogo nie zaskoczę, że w większości korzystaliśmy z Airbnb. To chyba najtańsza i najlepsza opcja na znalezienie noclegu na całym świecie. No chyba, że zdecydujecie się na spanie pod namiotem, co swoją drogą też jest świetną sprawą i z pewnością niesamowitą przygodą i o wiele większym wyzwaniem. Jeśli zależy Wam na cięciu kosztów, polecam kupić namiot w Walmarcie, który potem możecie zwrócić, często bez problemowo. Większość osób tak robi, nam się niestety nie udało, bo akurat byliśmy w takim rejonie, że nie chcieli przyjąć zwrotów, no trudno, dużo nie straciliśmy, bo taki namiot na 10 osób to koszt około 80- 100$, więc stosunkowo niewiele.

Pierwszy nocleg w LA – marzenie. Trafił nam się piękny, przestronny apartament w całkiem niezłej lokalizacji w dodatku z basenem i jacuzzi! Niestety, ostatecznie musieliśmy dopłacić około 70 dolarów za uwaga…wybielenie kolorowych ręczników! Po tym jak zapchała nam się toaleta i woda zaczęła się wylewać, próbowaliśmy ratować sytuacje ręcznikami. Chcieliśmy być na tyle uprzejmi i posprzątać, więc wrzuciliśmy ręczniki do pralki, niestety zamiast z proszkiem to z wybielaczem, haha. Oprócz tego, moja rada dla Was – nie szukajcie na własną rękę siłowni w tak dużym budynku. Wyszłam rano na siłownię i krążyłam półtorej godziny, błądząc po korytarzach kompleksu mieszkaniowego. Uwierzcie, byłam przerażona jak nigdy. W Stanach wszystko jest ogromne, zaczynając od budynków, kończąc na produktach spożywczych.

CO ZDECYDOWANIE WARTO ZOBACZYĆ W STANACH?

Nie będę opisywać każdego miejsca szczegółowo, być może poświęcę na to oddzielny post, gdyż jest tego naprawdę bardzo bardzo dużo. Tak jak wspomniałam, warto określić sobie przed wyjazdem listę naszych  miejsc must-see i oczywiście zaplanować mniej więcej czas, który chcemy poświęcić na zwiedzenie danego miejsca. W praktyce zwykle wychodzi inaczej, trzeba wziąć pod uwagę korki, jakieś nieprzewidywalne akcje, ktoś się zgubi, zapomnicie czegoś, droga będzie zablokowana, wpadniecie w szał zakupowy w outletach, albo będziecie leczyć kaca w Las Vegas. 😉 Niestety nie zawsze wszystko można zaplanować co do minuty, ale nie ma się co spinać, przede wszystkim powinniście się cieszyć i korzystać z tego wyjazdu.

1. Los Angeles – Hollywood, Beverly Hills

2. Venice Beach i plaża w Santa Monica

3. Las Vegas

Las Vegas… Czyli impreza życia, miasto, które zdecydowanie zaczyna żyć po 21:00. Najlepsze jest to, że byliśmy dwa dni na imprezie w jednym z najbardziej ekskluzywnych hoteli – Bellagio i to zupełnie za darmo! Naprawdę Las Vegas to jedna wielka impreza, miasto grzechów. Ludzie tam żyją bezstresowo i po prostu chcą się dobrze bawić lub zostawić trochę pieniędzy w słynnych kasynach. W Las Vegas ostatniej nocy spotkaliśmy świetnych ludzi, zupełnie obcych, śmialiśmy się, rozmawialiśmy i jedliśmy o 4:00 w nocy meksykańskie jedzenie w Taco Bell.

4. San Francisco

Tu przyznam szczerze, że trochę się rozczarowaliśmy. Po pierwsze Golden Gate, który tak bardzo chcieliśmy zobaczyć, schował się przed nami i wcale nie zamierzał się nam pokazać. Jedyne co zobaczyliśmy to rozchodzącą się nad miastem białą gęstą mgłę. No cóż… Nie poddaliśmy się i poszliśmy zobaczyć Golden Gate o zachodzie słońca, trochę od innej strony, tym razem się udało.

5. Joshua Tree

Z Joshua Tree jedyne co pamiętam, to, że nie ubrałam sportowych butów, tylko sandały i szybko tego pożałowałam, bo panicznie bałam się, że spotkam Czarną Wdowę na swojej drodze, albo jakieś inne „żyjątka” 😉

Rada nr 2 – uważajcie, gdzie zostawiacie samochód i gdzie wchodzicie 😀 Gdy byliśmy na wzgórzu, nagle ktoś zaczął do nas mówić przez megafon, że mamy stamtąd schodzić. Wystraszeni, uciekaliśmy do samochodu i byliśmy pewni, że wlepili nam mandat. Na szczęście obyło się bez tego, ale trzeba uważać, czy nie znajdujemy się na jakimś prywatnym terenie.

6. Horsheshoe

Niesamowity upał! Nie radzę wybierać się tam, bez minimum litra wody i okrycia głowy. Zostawiacie samochód na parkingu, ale kawałek trzeba dojść w 40 stopniowym upale. Widok – nie do opisania…

7. Antelope Canyon

Wiele osób mówiło nam, że trzeba mieć wcześniej wykupione bilety, żeby wejść do Kanionu. Na szczęście okazało się inaczej, bilety kupiliśmy na miejscu bez problemu. 50 $ to dość sporo, ale macie przewodnika, który Was oprowadza po Kanionie i robi zdjęcia, godzina spokojnie wystarczy.

8. Yosemite National Park

Na Yosemite potrzeba chyba z tydzień. Piękno tego parku jest nie do opisania… My niestety byliśmy tam tylko dwa dni, zdecydowanie za mało.

9. Death Valley

To chyba moje ulubione miejsce, bo ja uwielbiam jak jest gorąco! Musicie mieć w samochodzie dużo butelek z wodą, obowiązkowo. Choć baliśmy się, że nie wytrzymamy, w praktyce wcale nie było tak źle. Około 45 stopni, ale wiało niesamowicie,a tego się zupełnie nie spodziewałam! No i oczywiście spotkaliśmy Polaków, swoją drogą, gdziekolwiek nie poszliśmy, słyszeliśmy nasz ojczysty język.

10. Zion National Park

Kolejny piękny park, w którym też niestety spędziliśmy zdecydowanie za mało czasu. Jeśli lubicie wspinać się po szlakach i obcować z naturą, must have.

11. Sequoia National Park

Sekwoje! Będąc w Stanach, obowiązkowo trzeba je zobaczyć, robią wrażenie. Ja jednak najbardziej zapamiętam niesamowity zachód słońca.

12. Grand Canyon

Nie będę Wam cytować naszych pierwszych słów, które padły z naszych ust po zobaczeniu tego miejsca na żywo, ale widok powala z nóg i zdjęcia nie są w stanie oddać wielkości i piękna tego Kanionu.

Po drodze zatrzymywaliśmy się w wielu miejscach, zrobiliśmy mnóstwo wspaniałych zdjęć, spotkaliśmy różnych ciekawych ludzi z całego świata, spaliśmy pod namiotem, trochę błądziliśmy, słuchaliśmy country, spróbowaliśmy amerykańskiego jedzenia… Każdy dzień był inny i nieprzewidywalny. Łącznie zrobiliśmy ponad 5000 kilometrów i przeżyliśmy przygodę życia, bo Stany to zdecydowanie jedna wielka przygoda i z pewnością zapamiętamy ten wyjazd do końca życia. Cieszę się, że miałam możliwość skorzystania z takiego wyjazdu, a jeżeli ktokolwiek z Was się zastanawia, czy wyjechać, czy nie, odpowiedź brzmi: zdecydowanie tak! To przecież oczywiste, że podróże kształcą, pod wieloma względami. Przede wszystkim poznacie mnóstwo wspaniałych ludzi z całego świata, inną kulturę, będziecie mieli okazje szlifować swoje umiejętności językowe. Ja od zawsze miałam jakąś taką awersję do języka angielskiego i to niemiecki był moim wiodącym językiem. Twierdziłam, że po prostu nie nadaję się do angielskiego i nigdy się go nie nauczę. Na szczęście, wybiłam sobie szybko tą głupotę z głowy i teraz nauka angielskiego sprawia mi ogromną frajdę. Wiele osób się pewnie ze mną zgodzi, że najlepszy sposób na nauczenie się języka obcego to ciągłe otaczanie się nim i używanie go jak najczęściej. W Stanach nie macie wyjścia, jeśli chcecie się dogadać albo coś załatwić, musicie po prostu jak najwięcej mówić i słuchać.

Podsumowując – minusów nie widzę! No może poza drobnym faktem, że jesteście daleko od bliskich, po 4 miesiącach trochę zaczyna się odczuwać tęsknotę, również za naszą Polską  😉

Jeśli macie jakiekolwiek pytania dotyczące wyjazdu do Stanów, śmiało piszcie do mnie i pytajcie, chętnie Wam pomogę i udzielę jakiś rad lub wskazówek!

5 Replies to “Work & Travel– Jak wyjechać do USA i dlaczego warto?”

  1. Przepięknie napisane, mam nadzieje że kiedyś wybierzemy sie tam razem!

  2. Czy dzieki wyjazdowi podszkolilas swój angielski? Pytam bi też bardzo chciałabym pojechać na ten projekt 🙂

    1. Oj zdecydowanie tak! To chyba największy plus takiego wyjazdu. Najlepszy sposób na naukę to otaczanie się tym językiem i po prostu używanie go jak najwięcej! Trzeba mówić, próbować, słuchać jak najwięcej i się nie zniechęcać, a potem nagle okazuje się, że rozumiemy dużo więcej, niż przypuszczaliśmy! 🙂

    2. Tak! Zdecydowanie i to bardzo. To chyba jest jeden z największych plusów takiego wyjazdu, naprawdę 🙂

  3. Definitely believe that which you said. Your favorite justification seemed to be
    on the web the simplest thing to be aware of. I say to you, I definitely get annoyed while people think
    about worries that they just do not know about.
    You managed to hit the nail upon the top as well as defined out
    the whole thing without having side effect , people could take a signal.
    Will likely be back to get more. Thanks

Dodaj komentarz